Najlepsze narzędzia do SEO
Co jest darmowe i wystarczające, za co warto zapłacić i czego nie kupować. Tekst ukazał się w 2019 roku i został napisany od nowa w 2026.
Zasada, od której warto zacząć
Darmowe narzędzia od wyszukiwarek pokazują prawdę o Twojej stronie. Płatne narzędzia pokazują oszacowania o cudzych. To rozróżnienie porządkuje cały rynek: jeśli chcesz wiedzieć, jak radzi sobie Twój serwis, płacić nie musisz. Płacisz wtedy, gdy chcesz wiedzieć coś o konkurencji albo o frazach, których jeszcze nie masz.
Druga zasada: żadne narzędzie nie zastąpi przeczytania własnej strony. Najczęstsze problemy — pusty tytuł, ta sama treść pod trzema adresami, brakujący opis — widać gołym okiem szybciej, niż uruchomi się skaner.
Darmowe i niezbędne
-
Google Search Console
Jedyne źródło prawdy o tym, jak Google widzi Twoją stronę: co zaindeksował, co odrzucił i dlaczego, na jakie zapytania się wyświetlasz, ile z tego jest kliknięć. Bez tego reszta jest zgadywaniem.
-
Bing Webmaster Tools
Darmowe, mało kto używa, a Bing zasila też wyniki w niektórych narzędziach AI. Zajmuje kwadrans i pokazuje część rzeczy, których Search Console nie mówi.
-
PageSpeed Insights
Core Web Vitals z danymi terenowymi. Wydajność jest czynnikiem rankingowym, ale ważniejsze jest to, że wolna strona traci ludzi przed oceną Google.
-
Analityka
Dowolna, byle z poprawnie ustawionymi celami. Raport o odwiedzinach bez konwersji mówi o ruchu, a nie o pieniądzach — a decyzje podejmuje się o pieniądzach.
Płatne, gdy praca jest ciągła
-
Screaming Frog
Skaner całego serwisu z komputera. Do 500 adresów darmowy, dalej płatny rocznie. Najlepsze narzędzie do audytu technicznego: duplikaty tytułów, łańcuchy przekierowań, sieroty w strukturze linków.
-
Ahrefs albo Semrush
Do analizy konkurencji, wyszukiwania fraz i śledzenia linków. Drogie i sensowne wtedy, gdy pracujesz nad SEO co miesiąc — nie przy jednorazowej naprawie.
-
Senuto albo Surfer
Polski rynek i polskie frazy. Warto sprawdzić przed kupnem globalnego narzędzia, bo dane o polskich zapytaniach bywają w nich pełniejsze.
Czego nie kupować
- Narzędzi obiecujących pozycje. Nikt poza Google nie decyduje o wynikach, więc nikt nie może ich zagwarantować.
- Pakietów linków. Działają krótko i kończą się filtrem, który usuwa serwis z wyników na miesiące.
- Generatorów treści hurtem. Wyszukiwarki radzą sobie z rozpoznawaniem treści produkowanej masowo lepiej, niż sprzedawcy takich narzędzi przyznają.
- Miary „widoczności” jako głównego wskaźnika. Każde narzędzie liczy ją inaczej i żadne nie jest źródłem prawdy — w odróżnieniu od kliknięć w Search Console.
- Nakładek obiecujących „SEO w jednym kliknięciu”. Jeśli optymalizacja da się zrobić kliknięciem, to znaczy, że nie została zrobiona.
Co zmieniło się od 2019 roku
Trzy rzeczy. Po pierwsze, wydajność stała się mierzalnym czynnikiem — Core Web Vitals nie istniały, gdy powstawał pierwotny tekst. Po drugie, wyniki wyszukiwania zawierają dziś odpowiedzi generowane przez model, co obniża liczbę kliknięć przy zapytaniach informacyjnych i prawie nie zmienia jej przy zakupowych. Po trzecie, dane strukturalne przestały być ciekawostką — bez nich część wyników po prostu nie ma jak się wyświetlić w rozszerzonej formie.
Co się nie zmieniło: kolejność pracy. Najpierw sprawdzić, czy strona w ogóle jest poprawnie indeksowana. Potem usunąć przeszkody techniczne. Dopiero na końcu pisać treść — bo najlepszy tekst pod adresem, którego wyszukiwarka nie odwiedza, nie zrobi nic.
Nie wiesz, od którego narzędzia zacząć?
Podaj adres strony. Zajrzymy i powiemy, co widzimy — bezpłatnie.
Napisz do nas